Wprowadzenie, czyli moje inwestycyjne (nie)powodzenia

Jeżeli nazwa tego bloga wywołała na Twojej twarzy ironiczny uśmiech lub wręcz wyraz politowania …to bardzo dobrze! Mam świadomość faktu, że na naszym rodzimym rynku kapitałowym wilkiem nie jestem. Obecnie znajduję się na etapie walki o to, by nie być dalej giełdową owieczką, a może kiedyś… kto wie! 🙂

Uważam, że idea regularnego prowadzenia tego typu zapisków będzie mi pomocna pod kątem utrwalania najważniejszych przemyśleń dotyczących dokonanych inwestycji. Może też, zupełnie przy okazji, znajdzie się malutkie grono odbiorców, którzy na moich przemyśleniach skorzystają przy podejmowania swoich decyzji inwestycyjnych. Co warte podkreślenia, wszystkie opisywane tutaj sytuacje miały miejsce w rzeczywistości. W grę wchodzącą realne pieniądze. Nie są to żadne pseudoanalizy dokonywane po fakcie, jakich ostatnimi czasy można znaleźć w sieci sporo.

Lekcja pierwsza, bolesna – Integer

Pierwszą stricte dla mnie edukacyjną transakcją był zakup 4 akcji Integera poczyniony 12-ego sierpnia 2015 roku. Cena zakupu: 132,50 zł za akcję. Tak, mówimy tutaj o tym samym Integerze, którego udziały we wrześniu 2016 roku osiągnęły dno na poziomie 22,50 zł. Nie było to dla mnie zbyt przyjemne 13 miesięcy, podczas których prawie codziennie obserwowałem jak posiadane przeze mnie walory tracą na wartości. Dlaczego w ogóle je kupiłem? Od czasów licealnych byłem dość aktywnym użytkownikiem najpopularniejszego w naszym kraju serwisu aukcyjnego traktując sprzedaż niepotrzebnych przedmiotów jako swego rodzaju hobby. Widząc jak wielką popularność zdobywają Paczkomaty, zainteresowałem się mocno osobą Rafała Brzoski i samą spółką Integer. Dotychczas odbierając czy wysyłając przesyłki wielokrotnie zdarzało mi się tkwić w ogromnej kolejce na poczcie. Lata mijały, a tam było wciąż niczym w opowieściach moich rodziców z czasów poprzedniego ustroju. Tymczasem na rynku pojawiły się wspomniane Paczkomaty – idea tak prosta i rewolucyjna zarazem. Dodatkowo miejsce miał szybki rozwój rynku ehandlu w Polsce. Zebrałem wszystkie fakty do kupy i uznałem, że to nie może się nie udać! Integer jako pierwsze przedsiębiorstwo w historii nawiązał również rynkową walkę z monopolistą i jedynym dotychczas liczącym się na rynku podmiotem, Pocztą Polską, na jego podwórku, czyli w dziedzinie przesyłek „tradycyjnych”. „W końcu ktoś odbierze klientów Poczcie Polskiej, bo przecież nikt nie lubi stać w kolejkach!” – tak sobie wtedy myślałem. Cóż, czas pokazał, że moje przewidywania nie były do końca prorocze… Przed zakupem akcji Integera nie udało mi się przewidzieć wszystkich aspektów ryzyka związanych z rynkiem usług pocztowych w Polsce, jak choćby tego, że firmie prywatnej ciężko jest konkurować z podmiotem wspieranym odgórnie przez państwo. Choć akurat to przeoczenie jest jeszcze według mnie do przełknięcia. Największym inwestycyjnym błędem popełnionym przeze mnie w przypadku operatora Paczkomatów był brak ustalonej strategii w odniesieniu do jego akcji. Kupując nie miałem żadnych założeń. Jak długo zamierzam trzymać udziały i na jak dużą stratę jestem przygotowany? Nie miałem pojęcia. Chciałem po prostu zarobić. Gdybym przed zakupem ustalił sobie maksymalny dopuszczalny poziom straty, załóżmy w wysokości 10%, to z pewnością nie siedziałbym na akcjach w momencie największego dołka ze stratą w postaci ponad 83% (!) zainwestowanej kwoty z nadzieją, że „w końcu się przecież odbije”. Walory zakupione za 530,00 zł były w tamtym, najgorszym, momencie warte całe 90,00 zł. „Wyparowało” więc 440,00 zł mojej inwestycji (a to wszystko bez uwzględnienia prowizji maklerskich obniżających dodatkowo tę kwotę).

Na wykresie cała transakcja (linia czerwona) na tle kursu akcji Integera (kolor niebieski) prezentuje się następująco:

itg

Żeby dodatkowo zabarwić historię przyznam się bez bicia, że akcje te mam w swoim portfelu do dziś. Integer znajduje się ostatnio w trendzie wzrostowym. Uważam, że spółka obecnie nie jest na bardzo straconej pozycji, a mimo przegranej walki w kwestii przesyłek tradycyjnych wciąż istnieje spory potencjał do rozwoju systemu Paczkomatów, które naprawdę się w kraju przyjęły. Firma wdrożyła szereg rozwiązań restrukturyzacyjnych i obecnie z zaciekawieniem oczekuję na publikację jej wyników za rok 2016, co umożliwi mi podjęcie decyzji co dalej z posiadanymi akcjami.

Przejdźmy do korzyści wynikających z całej tej historii:

  • Najważniejszy plus – nauczyła mnie ona by zawsze stawiać sobie psychologicznego stop lossa, czyli granicę mówiącą jak mocny spadek cen akcji jesteśmy w stanie tolerować. Jeśli akcje spadną poniżej tego poziomu, definitywnie, bez żadnego gadania, zamykamy pozycję, czyli sprzedajemy papiery.
  • Drugi plus stanowiła na szczęście relatywnie niewielka liczba zakupionych akcji. Nie chcę myśleć jakbym się czuł, gdyby na szali był 10-krotnie większy kapitał. Wiąże się to bezpośrednio z punktem pierwszym – im większą procentowo kwotę naszych pieniędzy inwestujemy, tym widełki na potencjalną stratę powinny być ciaśniejsze. Zależy to również od naszej prywatnej skłonności do ryzyka. Według mnie na początek swojej przygody z giełdą nie warto zaczynać od dużych kwot. Lepiej potrenowaćna niewielkich ilościach akcji – nie tyle dla potencjalnego zysku, co dla możliwych do zdobycia doświadczeń. Tak, żeby na spokojnie przekonać się jak wygląda składanie zleceń oraz w jaki sposób nasz organizm reaguje na realną stratę i zysk.

Lekcja druga, optymistyczna – CD Projekt

Drugą bardzo ważną z punktu widzenia nabytych przeze mnie doświadczeń transakcją jest nabycie akcji CD Projektu. Tutaj wydźwięk będzie znacznie bardziej optymistyczny niż w przypadku Integera. 24 czerwca 2016 roku zakupiłem 36 akcji CD Projektu po cenie równej 24,70 zł. Tak niską cenę zakupu udało mi się uzyskać dzięki chwilowemu zachwianiu rynków finansowych wywołanym informacją o wynikach referendum w Wielkiej Brytanii odnośnie Brexitu. W momencie zakupu akcji naszego rodzimego producenta gier komputerowych byłem już nieco bardziej doświadczonym inwestorem, który nie rzuca się na akcje bez głębszej analizy momentu ich zakupu. Jeśli chodzi o samą spółkę – pamiętam do dziś, że jeden ze swoich pierwszych w życiu egzemplarzy gier komputerowych zakupiłem w stacjonarnym sklepie opatrzonym logiem CD Projektu (pierwotnie firma ta zajmowała się tłumaczeniem na język polski instrukcji obsługi i samych gier, a także ich dystrybucją). Dopiero ładnych kilka lat później podjęto się stworzenia pierwszej własnej produkcji. Jako, że książkowa tematyka fantasy i postać Geralta z Rivii nie była mi obca, po ukazaniu się pierwszej części komputerowego Wiedźmina i spędzeniu z nim już kilku chwil doszedłem do wniosku, że w tym pomyśle jest potencjał. Światowe sukcesy drugiej, a następnie trzeciej części serii  tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że o studiu z Warszawy będzie jeszcze głośno i od tego czasu czekałem na właściwy moment, kiedy to ceny akcji CD Projektu spadną do akceptowalnego dla mnie poziomu (już wtedy kurs akcji spółki poruszał się w trendzie wzrostowym). Okazją do zakupu okazał się właśnie niespodziewany Brexit. W przypadku aktualnego kursu akcji można przytoczyć giełdowe powiedzenie sky is the limit, ponieważ obecnie naprawdę ciężko jest stwierdzić gdzie istnieje dla walorów CD Projektu górna granica ceny. Jest to, póki co, najbardziej rentowna z moich giełdowych transakcji, której z pewnością nigdy nie zapomnę.

Na wykresie transakcja ta (linia zielona) na tle kursu akcji CD Projektu (kolor niebieski) prezentuje się następująco:

cdr

Z powyższej sytuacji, podobnie jak w przypadku Integera, również wysnułem dwa istotne dla mnie wnioski:

  • Najlepiej jest inwestować w spółkę działającą w branży, którą dobrze znamy – nie mam pojęcia o energetyce, obce jest mi górnictwo i przemysł paliwowy (nie licząc wizyt na stacjach benzynowych), ale z grami komputerowi styczność miałem od dziecka. Utrzymując regularny kontakt z jakąś branżą, zawodowo czy też hobbistycznie, jesteśmy w stanie dużo szybciej rozpoznać w niej naprawdę wartościowe firmy (głównie dzięki zwróceniu uwagi na ich produkty). Przyjdzie nam to również z dużo większą łatwością niż wgryzanie się w zupełnie dla nas nową tematykę. Taka analiza będzie zwyczajnie prostsza i przyjemniejsza. Wszak nie bez powodu jednej ze swoich największych inwestycji Warren Buffett dokonał na akcjach Coca-Coli. 😉
  • Poza wyborem samej spółki równie istotny jest moment zakupu jej akcji. Zwykle wygląda to następująco – im bardziej kurs danych walorów rośnie, tym więcej inwestorów je kupuje. Ceny rosną jeszcze bardziej – kupuje jeszcze więcej osób. Owczy pęd. Aż do załamania się kursu. Nie jest to moim zdaniem zbyt efektowne podejście. Od dłuższego czasu sam obnoszę się z zamiarem dokupienia akcji CD Projektu i wiem jak ciężko nieraz jest oprzeć się pokusie widząc prawie codzienne wzrosty (kurs akcji spółki ociera się obecnie o granicę 70,00 zł), ale uparcie czekam na odpowiedni moment. Pozwala to zminimalizować ryzyko sytuacji, że kupimy dane akcje, a za kilka dni będziemy z bólem serca obserwować jak ich cena spada, bo nadeszła akurat korekta.

Słowem podsumowania

Powyżej opisałem dwie transakcje, które miały największy wpływ na moje aktualne poglądy inwestycyjne. Pozwoliły mi one nieco zmienić spojrzenie na całą ideę inwestowania w akcje. Ostatni wniosek jaki nasuwa mi się na myśl, to że najlepiej odpowiadająca mi strategia nie powinna wcale polegać na ciągłym składaniu zleceń kupna/sprzedaży, a jedynie na kilku trafnych transakcjach dokonywanych w możliwie najbardziej odpowiednim momencie. Z moich dotychczasowych doświadczeń wynika, że nawet jeśli wykonujemy wiele transakcji i osiągamy na nich niezłe rezultaty, to i tak sporą część zysku oddajemy swojemu biuru maklerskiemu w postaci prowizji od każdej z tych transakcji. Natomiast jedna jedyna udana transakcja na CD Projekcie pozwoliła mi zarobić więcej niż na kilkudziesięciu innych transakcjach razem przeprowadzonych w tym samym okresie czasu.

Na zakończenie liczbowe podsumowanie opisywanych operacji na akcjach Integera i CD Projektu (stan na wczorajsze zamknięcie sesji giełdowej):

Ticker spółki Zakup akcji Aktualna wycena akcji Zysk z inwestycji Stopa zwrotu
Cena Wartość Cena Wartość
ITG 132,50 zł 530,00 zł 44,25 zł 177,00 zł -353,00 zł -66,60%
CDR 24,70 zł 889,20 zł 69,30 zł 2 494,80 zł 1 605,60 zł 180,57%

Giełdowe ahoj!
Łukasz

7 thoughts on “Wprowadzenie, czyli moje inwestycyjne (nie)powodzenia

  1. „Utrzymując regularny kontakt z jakąś branżą, zawodowo czy też hobbistycznie, jesteśmy w stanie dużo szybciej rozpoznać w niej naprawdę wartościowe firmy”
    Szacunek za „i” 😉

    Świetny wpis, więcej takich!

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s